Stadiony – to nie tylko technologia, sport, ale i biznes

Budowa nowych stadionów stała się w ostatnich latach w Polsce pewną modą. Do EURO 2012 byliśmy pod tym względem, można powiedzieć, skansenem Europy. Od tamtej pory jednak wiele się zmieniło i teraz o naszych obiektach sportowych można mówić w samych superlatywach. Warto jednak wiedzieć, że dzisiaj samo boisko otoczone trybunami to za mało. Stadion musi żyć przez cały tydzień, nie tylko w dniu meczowym. Jakie warunki należy spełnić i jakie wyzwania stoją przed architektami oraz całymi sztabami ludzi związanych z danym projektem? Sprawdźmy.

Mecz? To tylko dodatek

Nie jest tajemnicą, że dotychczasowe stadiony pełniły zwykle zaledwie jedną rolę – jeden/dwa/trzy mecze tygodniowo, a przez resztę czasu cisza. Cóż za potworne marnotrawienie pieniędzy oraz przestrzeni – zapewne pomyśleli miejscy oraz klubowi księgowi wiele lat temu. Od mniej więcej lat 90 XX wieku, obiekty sportowe mają za zadanie żyć razem z miastem w którym są wybudowane i zarabiać na siebie.

Spójrzmy np. na St. Jakob Park w Bazylei. Ten nowoczesny obiekt powstał na początku lat 2000 i z miejsca stał się jednym z najciekawszych tego typu budynków w Europie. Nie tylko dlatego, że był (i jest) dobrze wyposażony, z odpowiednią ilością miejsc na trybunach, a także bardzo dobrą widocznością z każdego krzesełka. Przede wszystkim dlatego, że był jednym z pierwszych stadionów, który łączył w sobie funkcje sportowe z cywilnymi. Otwarto w nim bowiem szereg sklepów, sal konferencyjnych oraz biur, dzięki czemu udało się uniknąć wspomnianej sytuacji, w której po zakończeniu meczu jupitery są gaszone, a ludzie wracają dopiero gdy piłkarze znowu wyjdą na boisko.

W dzisiejszych czasach trudno o inne rozwiązania. Nawet jeśli sam obiekt nie zawiera zbyt wiele powierzchni użytkowej, projektanci decydują się na np. łatwo wymienialną murawę, żeby oprócz meczów piłkarskich, możliwa była organizacja innych imprez, jak np. koncerty, a nawet mecze innych dyscyplin (np. mecz siatkówki na Stadionie Narodowym).

Wygoda ponad wszystko

Na wstępnie już wspominałem jak kiedyś wyglądały stadiony – murawa, trybuny i wszystko. Do tego jednak należy pamiętać min. o bieżni lekkoatletycznej, która stanowczo utrudniała napawanie się widowiskiem, brak dachu, a jeszcze dawniej – miejsc siedzących. Teraz to już przeszłość. Trybuny praktycznie wszystkich stadionów, które zostały zbudowane w latach 90 XX wieku i później, przykryte są dachem, a coraz częściej zdarza się, że dach można całkowicie zasunąć, więc nie tylko kibice spędzą mecz z suchymi głowami. Telebimy? Proszę bardzo – ogromne połacie połączonych ze sobą ekranów, na których widoczne są nie tylko podstawowe informacje na temat meczu, ale także powtórki bramek czy kontrowersyjnych sytuacji, a także objaśnienia niejasnych decyzji podejmowanych przez sędziego, we współpracy z VAR-em.

Co jeśli kibic zechce coś zjeść albo wypić nieco złocistego napoju? Tutaj też nie trzeba już liczyć na sprzedawcę, który krąży po stadionie. Stanie w kolejkach w trakcie przerwy również jest przeżytkiem. Popularność zdobywają też coraz ciekawsze rozwiązania. Nowy stadion Tottenhamu, uznawany za wyznacznik i pewien archetyp nowoczesnego stadionu, ma „na pokładzie” minibrowar, który jest w stanie serwować.. 10 000 pint piwa na minutę. Wrażenia wizualne nie tylko na boisku

Kolejna ważna kwestia to wygląd stadionu. Nie chodzi o to by była to po prostu owalna, betonowa budowla, podobna do dziesiątek innych – chociaż i takie się zdarzają, jak np. areny Piasta Gliwice oraz niemieckiego klubu Paderborn. Chodzi o to, by obiekt był wyjątkowy, był wizytówką miasta.

Nie jest to oczywiście rzecz nowa – najsłynniejsze stadiony już od lat stanowiły atrakcję samą w sobie. Bo czy ktoś wyobraża sobie Barcelonę bez Camp Nou lub Mediolan bez San Siro? No właśnie. Dziś jednak stawia się na to jeszcze bardziej i nawet mniejsze miasta oraz mniejsze kluby kładą na to większy nacisk. Wystarczy spojrzeć na nowopowstały obiekt w tureckiej Bursie, który kształtem przypomina… Krokodyla, który to z kolei jest symbolem lokalnego klubu Bursaspor. Podobnie jest w Katarze, który gości aktualnie najważniejsze piłkarskie rozgrywki – Mistrzostwa Świata. Wszystkie tamtejsze stadiony mają jakąś swoją historię. Polacy zagrają min. na Stadium 974, który zbudowano z 974 kontenerów. Po zakończeniu rozgrywek, budowla ma zostać rozebrana i tzw. „puszki” wrócą dalej na statki i auta ciężarowe, by w dalszym ciągu pomagać przy transporcie towarów. 

Tylko kto za to zapłaci?

Niestety, wielkie i pełne przepychu inwestycje wiążą się z ogromnymi kosztami. Stadion Narodowy w Warszawie kosztował ponad 1,5 mld zł. Tottenham Hotspur Stadium – ponad 1 mld funtów. Oczywiście budowy są finansowane z budżetów klubów, miast, prywatnych inwestorów (np. brokerów CFD, linii lotniczych czy też firm energetycznych), a dodatkowo – wspomniana multifunkcjonalność pozwala na częściowe zarabianie na siebie przez obiekt. Dodatkowym sposobem jest sprzedaż nazwy stadionu. Tak oto Juventus Stadium zmienił nazwę na Allianz Stadium, Stadion im. Wojska Polskiego w latach 2011-14 nosił nazwę Pepsi Arena, a co  można potraktować jako ciekawostkę z polskim akcentem na koniec –  jeden z polski bukmacherów wykupił prawa do nazwy stadionu malutkiego klubu Borehamwood z miasteczka o tej samej nazwie, leżącego nieopodal Londynu. Niby nie jest to wielki stadion, ale może to być pierwszy krok w kierunku ekspansji na rynek brytyjski.

Redakcja BlueMobility

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.